Między Jeziorem Żarnowieckim a Kartoszynem kryje się historia inwestycji, która miała zmienić polską energetykę, lecz nigdy nie dostarczyła ani jednej kilowatogodziny. Opisuję tu najważniejsze daty, plan techniczny, przyczyny przerwania budowy oraz to, co można dziś zobaczyć w okolicy podczas wycieczki z Pomorza.
Najważniejsze fakty o niedokończonej elektrowni nad jeziorem
- Budowę rozpoczęto w 1982 roku w rejonie Kartoszyna.
- Plan zakładał montaż czterech reaktorów WWER-440 o łącznej mocy około 1600 MW.
- Projekt zatrzymano po protestach społecznych, problemach finansowych i zmianie sytuacji politycznej po 1989 roku.
- Inwestycja była zaawansowana w przybliżeniu w 40 procentach, ale żaden reaktor nie rozpoczął pracy.
- Nieukończony teren nie jest klasyczną atrakcją turystyczną i nie wolno wchodzić na zamknięte posesje ani do opuszczonych obiektów.
Od planów atomowych do budowy w Kartoszynie
Pomysł uruchomienia energetyki jądrowej w Polsce pojawił się już w latach 50. XX wieku, ale konkretne decyzje zapadły dopiero w 1971 roku. Państwo szukało sposobu na zwiększenie produkcji energii, a elektrownia węglowa nie rozwiązywała problemu rosnącego zapotrzebowania przemysłu i gospodarstw domowych.
Okolice Jeziora Żarnowieckiego wybrano po analizach geologicznych, hydrologicznych, meteorologicznych i demograficznych. Lokalizacja zapewniała dostęp do wody potrzebnej do chłodzenia, a jednocześnie znajdowała się w słabiej zaludnionej części Pomorza. W dokumentach inwestycja była związana przede wszystkim z Kartoszynem, choć w języku potocznym utrwaliła się nazwa od pobliskiego Żarnowca.
Prace przygotowawcze i ziemne ruszyły na początku lat 80. W 1982 roku powołano przedsiębiorstwo odpowiedzialne za budowę, a na placu pojawiły się ekipy wykonujące drogi, sieci techniczne, zaplecze mieszkaniowe oraz fundamenty przyszłych obiektów. Skala przedsięwzięcia była ogromna jak na ówczesne warunki Pomorza.
Co miało powstać nad Jeziorem Żarnowieckim
Projekt przewidywał budowę czterech bloków energetycznych. Każdy miał otrzymać reaktor WWER-440/213, czyli wodny reaktor ciśnieniowy radzieckiej konstrukcji. W takim urządzeniu woda pod wysokim ciśnieniem odbiera ciepło z rdzenia reaktora, a następnie przekazuje je do obiegu wytwarzającego parę dla turbiny.
| Element projektu | Planowane rozwiązanie |
|---|---|
| Liczba reaktorów | 4 |
| Typ reaktora | WWER-440/213 |
| Moc jednego bloku | około 440 MW |
| Łączna moc elektrowni | około 1600 MW |
| Chłodzenie | Woda z obiegu technologicznego i zasoby Jeziora Żarnowieckiego |
| Planowany charakter | Duża elektrownia systemowa dla północnej Polski |
Nie wszystko miało pochodzić ze Związku Radzieckiego. Maszynownię projektowano w Polsce, a część turbin i generatorów miała powstać w krajowych zakładach, między innymi w Elblągu i Wrocławiu. To ważny szczegół, bo pokazuje, że inwestycja miała być także próbą stworzenia zaplecza dla polskiego przemysłu energetycznego.
Wbrew popularnym skojarzeniom planowane reaktory nie były konstrukcjami typu RBMK, znanymi z katastrofy w Czarnobylu. Miały należeć do rodziny reaktorów wodnych ciśnieniowych, choć sam projekt budził pytania o poziom zabezpieczeń, jakość dokumentacji i dostosowanie technologii do polskich warunków.
Dlaczego budowę elektrowni przerwano
Decyzja o zakończeniu projektu nie wynikała z jednego wydarzenia. Nałożyły się na siebie kryzys gospodarczy, problemy z finansowaniem, opóźnienia dostaw, zmiana ustroju oraz rosnący sprzeciw mieszkańców i organizacji ekologicznych.
Duże znaczenie miał wypadek w Czarnobylu z 1986 roku. Katastrofa nie dotyczyła tego samego typu reaktora, ale mocno wpłynęła na społeczne postrzeganie energetyki jądrowej. W regionie organizowano protesty, spotkania i akcje informacyjne. W referendum przeprowadzonym na Pomorzu większość głosujących opowiedziała się przeciwko kontynuowaniu budowy, choć frekwencja nie była wysoka.
Równocześnie inwestycja coraz wyraźniej traciła zaplecze finansowe. Pod koniec lat 80. część robót spowalniała, a na placu budowy zabezpieczano już istniejące konstrukcje zamiast prowadzić prace w pierwotnym tempie. W grudniu 1989 roku budowę wstrzymano, a 17 grudnia 1990 roku oficjalnie postawiono ją w stan likwidacji.
Moim zdaniem najuczciwiej mówić tu o zderzeniu trzech interesów. Państwo potrzebowało energii, mieszkańcy obawiali się ryzyka i degradacji okolicy, a gospodarka nie była już w stanie sprawnie finansować wielkiej inwestycji technologicznej. Sam fakt, że budowę zatrzymano przy znacznym zaawansowaniu, nie oznaczał, że łatwo można było ją dokończyć.
Co zostało po niedokończonej inwestycji
W chwili przerwania prac gotowa była część infrastruktury pomocniczej, drogi, sieci techniczne oraz fragmenty konstrukcji głównych. Według opracowań dotyczących projektu zaawansowanie samej elektrowni oceniano na około 40 procent, natomiast infrastruktura towarzysząca była wykonana w znacznie większym stopniu.
Po likwidacji inwestycji wyposażenie stopniowo demontowano, sprzedawano lub przekazywano innym zakładom. Niektóre elementy wykorzystano w innych przedsięwzięciach energetycznych, część trafiła na złom, a część betonowych konstrukcji pozostała w krajobrazie przemysłowej części Kartoszyna.
Trzeba jednak od razu rozprawić się z częstym nieporozumieniem. W Żarnowcu nie działała elektrownia jądrowa, nie uruchomiono reaktora i nie prowadzono tam normalnej produkcji energii atomowej. Opuszczone pozostałości nie są więc „ruinami elektrowni po awarii”, lecz śladami przerwanego placu budowy.
Nie oznacza to, że każdy obiekt można bezpiecznie obejrzeć z bliska. Część terenów ma charakter przemysłowy lub prywatny, a stare konstrukcje mogą być niestabilne. Zdjęcie z drogi publicznej albo punktu widokowego jest rozsądnym rozwiązaniem, natomiast wchodzenie przez ogrodzenia i do pustych budynków jest zwyczajnie niebezpieczne.

Jak zobaczyć miejsce podczas wycieczki po Pomorzu
Jeżeli interesuje mnie historia techniki, nie traktuję Kartoszyna jako samodzielnego celu na całodzienną wyprawę. Lepiej połączyć ten punkt z innymi atrakcjami nad Jeziorem Żarnowieckim i zaplanować trasę tak, aby oglądać krajobraz oraz ślady inwestycji z legalnie dostępnych miejsc.
Punkt widokowy i okolice jeziora
Dobrym uzupełnieniem wycieczki jest wieża widokowa Kaszubskie Oko w Gniewinie. Z góry można spojrzeć na jezioro, okoliczne wzgórza, elektrownię szczytowo-pompową oraz przemysłową część regionu. To nie zastępuje wejścia na teren dawnej budowy, ale pozwala zrozumieć jej skalę bez ryzykownego zbliżania się do zamkniętych obiektów.
Nie pomyl dwóch różnych elektrowni
W tej okolicy działa elektrownia szczytowo-pompowa Żarnowiec. Nie jest to elektrownia atomowa, lecz instalacja wodna, która magazynuje energię, pompując wodę do górnego zbiornika, a w razie potrzeby spuszczając ją przez turbiny. Jej obecność często prowadzi do pomieszania dwóch historii, choć są to dwie odrębne inwestycje.
Przeczytaj również: Żuławy Wiślane - Co warto wiedzieć, zanim pojedziesz?
Praktyczne zasady dla turysty
- Sprawdź przed wyjazdem, czy punkt widokowy i lokalne atrakcje działają w wybranych godzinach.
- Nie wchodź na teren przemysłowy, prywatny ani za ogrodzenia.
- Nie zabieraj fragmentów betonu, metalu lub wyposażenia jako pamiątek.
- Na oglądanie okolicy przeznacz co najmniej kilka godzin, szczególnie jeśli łączysz Kartoszyno z Gniewinem, Nadolem lub brzegiem jeziora.
- W upalne dni zabierz wodę i nakrycie głowy, ponieważ część trasy prowadzi przez odsłonięte tereny.
Z perspektywy turystycznej największą wartość ma tu nie „zwiedzanie ruin”, lecz czytanie krajobrazu. Jezioro, infrastruktura energetyczna, dawne zaplecze budowy i współczesne inwestycje tworzą razem opowieść o tym, jak Pomorze zmieniało się pod wpływem kolejnych pomysłów na produkcję energii.
Żarnowiec po latach i nowe inwestycje energetyczne
Historia niedokończonej elektrowni nie zakończyła energetycznego rozdziału tego regionu. W 2025 roku rozpoczęto w Żarnowcu budowę dużego bateryjnego magazynu energii o mocy około 263 MW i pojemności co najmniej 900 MWh. Planowana instalacja ma współpracować z krajową siecią oraz pomagać w bilansowaniu energii z wiatru i słońca.
To ciekawy kontrast. W latach 80. planowano scentralizowaną elektrownię jądrową z czterema reaktorami, a dziś rozwijane są rozwiązania, które mają przechowywać energię i oddawać ją wtedy, gdy rośnie zapotrzebowanie. Nowy magazyn nie jest wznowieniem starego projektu, lecz wykorzystuje energetyczne znaczenie tej samej części Pomorza.
Zmieniły się też realia polskiego programu jądrowego. Współczesne inwestycje przygotowuje się według innych norm, z innymi technologiami, procedurami dozoru i wymaganiami środowiskowymi. Dlatego pomysł, by po prostu „dokończyć” dawną elektrownię, jest praktycznie nierealny. Teren i historia mogą być punktem odniesienia, ale nowy obiekt musiałby powstać jako odrębna inwestycja.
Dlaczego ta historia nadal przyciąga uwagę
Niedokończona elektrownia w Żarnowcu jest jednocześnie opowieścią o ambicjach PRL, lęku po katastrofie w Czarnobylu, narodzinach silniejszych ruchów ekologicznych i kosztach decyzji podejmowanych w czasie gospodarczego przełomu. Dla odwiedzających Pomorze to przykład miejsca, w którym historia nie znajduje się w muzealnej gablocie, lecz pozostaje widoczna w układzie dróg, zbiorników wodnych i przemysłowych konstrukcji.
Najlepiej odwiedzać okolice Kartoszyna z szacunkiem dla bezpieczeństwa i lokalnych ograniczeń. Jeśli połączysz punkt widokowy, Jezioro Żarnowieckie, elektrownię szczytowo-pompową oraz pobliskie atrakcje kulturowe, zobaczysz coś więcej niż niedoszły obiekt atomowy. Zobaczysz fragment historii Pomorza, w którym wielki projekt zakończył się pustym placem, ale sama okolica nadal pozostaje ważnym miejscem polskiej energetyki.